środa, 6 maja 2015

Rzęsy Ardell i tusz Maybelline Lash Sensational

Rzęsy Ardell i tusz Maybelline Lash Sensational


Witajcie!

Pojawiam się znowu po długiej przerwie. Co prawda powinnam teraz pisać pracę, ale dziś jest właśnie ten dzień który postarza mnie o kolejny rok, więc postanowiłam to sobie odpuścić :) trochę odpoczynku każdemu się przyda :). Dziś przychodzę do Was z recenzją rzęs Ardell Demi Wispies, oraz tuszu Maybelline Lash Sensational.

Zacznę od tuszu. Tusz Maybelline Lash Sensational jest już moim kolejnym tuszem z marki Maybelline. Mam już ich małą czteroosobową rodzinkę ;) Zazwyczaj każdy z nich bardzo dobrze wydłuża lub pogrubia moje rzęsy, najlepiej pod tymi dwoma kryteriami dotychczas sprawował się the Colossal Go Extreme Volum. Niestety przy dłuższym używaniu szczotka nadaje się do wyrzucenia. Kolejnym minusem jest to, że każdy z tych tuszy dosyć szybko mi się osypuje i po kilku godzinach nie ma już tak niesamowitego efektu jak na początku. Może to jednak być spowodowane tym, że moje oczy czasem łzawią lub tym, że mam też okropny nawyk częstego podpierania twarzy na rękach przez co i podkłady za długo się nie trzymają :( Muszę się tego nawyku pozbyć! Mimo wszystko to i tak są moje ulubione tusze. Wracając jednak do nowości Maybelline, muszę stwierdzić, że z całej mojej rodzinki to on najdłużej trzyma się na rzęsach i najtrudniej go zmyć, co jest w tym przypadku plusem. Ładnie wydłuża moje rzęsy i je rozdziela, natomiast średnio pogrubia.



Jeśli chodzi o rzęsy Ardell Demi Wispies to dłuuugo przeleżały w mojej szafce a to dlatego że nie kupiłam do nich kleju. W końcu 2 tygodnie temu kupiłam klej Duo wersję przezroczystą. Postanowiłam spróbować założyć je na imprezę na którą się wybierałam, bo na co dzień to chyba zbyt nienaturalny efekt. Zanim spróbowałam je przykleić obejrzałam kilka filmików na yt jak to zrobić. Po kilku próbach (gdzie rzęsy wylądowały między innymi na środku powieki :D) w końcu się udało ;) Dzięki temu, że rzęsy są na cieniutkiej żyłce nie są one sztywne i można je dopasować do kształtu oka, poza tym wystarczy cieniutka kreska eyelinerem i możemy być pewni, że nic nie będzie widać. Nie powiem, że w ogóle nie czuć, że się je ma na powiekach, bo w końcu jest to jakieś ciało obce, ale mimo wszytko myślałam że będzie gorzej. Co najważniejsze nie drapały mnie ani nie podrażniały, po prostu kwestia przyzwyczajenia.



I jak Wam się podoba taki efekt?


Buziaki!